Dla jednej rodziny dzwon oznacza zakończenie radioterapii, dla innej ostatni zaplanowany cykl chemioterapii albo koniec kolejnego wymagającego etapu leczenia. To moment, do którego prowadzą tygodnie, miesiące, a nawet lata terapii. Dzwon Zwycięstwa, Dzwon Zwycięzcy czy Dzwon Życia symbolicznie zaznacza ważny punkt na drodze pacjenta, ale jego dźwięk nie zawsze oznacza definitywny koniec choroby ani medyczne potwierdzenie wyleczenia.
Skąd wziął się ten zwyczaj, dlaczego właśnie dzwon stał się symbolem ważnych momentów w leczeniu onkologicznym i jak ta tradycja trafiła na oddziały dziecięce w Polsce?
Skąd pochodzi tradycja Dzwonu Zwycięstwa?
Historia Dzwonu Zwycięstwa, który dzisiaj można spotkać na oddziałach onkologicznych w wielu państwach, prowadzi do Stanów Zjednoczonych i MD Anderson Cancer Center w Houston. Tradycja narodziła się tam w 1996 roku, a jej inicjatorem był kontradmirał amerykańskiej marynarki wojennej Irve Le Moyne, leczony w ośrodku radioterapią z powodu nowotworu głowy i szyi.
Pod koniec leczenia Le Moyne powiedział swojemu lekarzowi, że chciałby nawiązać do tradycji amerykańskiej marynarki wojennej i uderzeniem w dzwon oznajmić wykonanie zadania. Na ostatnią sesję radioterapii przyniósł więc mosiężny dzwon. Po zakończeniu naświetlania zadzwonił nim trzykrotnie, a następnie przekazał szpitalowi. Dzwon został umieszczony na ścianie ośrodka radioterapii wraz z krótkim tekstem autorstwa Le Moyne'a, którego przesłanie było proste: leczenie zostało zakończone i pacjent może ruszyć dalej.
Wybór dzwonu nie był przypadkowy. Dzwony od stuleci są ważnym elementem tradycji marynarskiej. Na okrętach wykorzystywano je m.in. do odmierzania czasu, przekazywania sygnałów i alarmowania załogi, a także podczas uroczystości. Amerykańskie Dowództwo Historii i Dziedzictwa Marynarki Wojennej podkreśla, że pełnią one zarówno funkcję praktyczną, jak i ceremonialną oraz pozostają ważnym symbolem historii i tradycji marynarki.
Pomysł Le Moyne'a szybko przyjął się wśród innych pacjentów MD Anderson. Początkowo w dzwon uderzały osoby kończące radioterapię z powodu nowotworów głowy i szyi. Z czasem podobne dzwony zaczęły pojawiać się na kolejnych częściach szpitala, a ceremonia zaczęła towarzyszyć także zakończeniu chemioterapii, transplantacji komórek krwiotwórczych czy rehabilitacji.
Tym sposobem gest jednego pacjenta zapoczątkował tradycję, która rozpowszechniła się na świecie – najpierw na oddziałach dla dorosłych, a potem także dziecięcych.
Nie zawsze „koniec choroby”. Co naprawdę oznacza uderzenie w dzwon?
Choć na początku dźwięk dzwonu oznaczał zakończenie leczenia nowotworu i, zazwyczaj, pożegnanie ze szpitalem, z czasem rozszerzono możliwość jego użycia także na inne sytuacje. Świadomość zróżnicowania chorób onkologicznych i form ich leczenia, pozwoliła uwzględnić potrzeby różnych grup pacjentów, m.in. tych:
- których choroba ma charakter przewlekły,
- którzy przechodzą kolejne linie terapii,
- którzy doświadczyli wznowy.
Ze względu na nich w wielu ośrodkach uderzenie w dzwon stanowi dziś symboliczny sposób zaznaczenia kamienia milowego w leczeniu – ważnego momentu, do którego pacjent i jego bliscy często zmierzali przez wiele tygodni lub miesięcy. Nie zawsze oznacza definitywny koniec terapii czy choroby. Dla części osób jest przede wszystkim sygnałem: ten etap leczenia został zakończony, można przejść do następnego.
Dzwon Zwycięstwa może więc oznaczać:
- zakończenie chemioterapii lub radioterapii,
- zakończenie intensywnej fazy terapii,
- zakończenie całego zaplanowanego leczenia,
- remisję,
- uznanie pacjenta za wyleczonego.
Dlatego też jeden pacjent może uderzyć w dzwon więcej niż raz – na przykład po zakończeniu chemioterapii, a następnie po radioterapii. Choć dźwięk dzwonu jest symbolem osiągnięcia ważnego etapu leczenia, nie oznacza medycznego potwierdzenia wyleczenia.
Jeden zwyczaj, wiele nazw
Mimo jednej idei, nazwa dzwonu może różnić się w zależności od kraju, szpitala czy nawet konkretnego oddziału. W materiałach anglojęzycznych można spotkać określenia takie jak Victory Bell (Dzwon Zwycięstwa), End-of-Treatment Bell (Dzwon Zakończenia Leczenia) czy Bell of Life (Dzwon Życia). Wszystkie odnoszą się do symbolicznego momentu, w którym pacjent uderzeniem w dzwon zaznacza zakończenie ważnego etapu leczenia.
Podobnie jest w Polsce. Najczęściej używa się określeń Dzwon Zwycięstwa lub Dzwon Zwycięzcy, choć niektóre ośrodki wypracowały własne nazwy i tradycje. Przykładem jest poznański Dzwon Chojraka.
Tradycja Dzwonu Zwycięstwa dotarła do Polski
W Polsce tradycja symbolicznego uderzania w dzwon po zakończeniu leczenia onkologicznego pojawiła się na oddziałach dziecięcych w drugiej połowie poprzedniej dekady. Jednym z najważniejszych momentów było odsłonięcie Dzwonu Zwycięzcy w Klinice Onkologii Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie w grudniu 2016 roku. Ówczesne relacje medialne określały go jako pierwszy taki dzwon w Polsce. Ufundowali go pracownicy, doktoranci i studenci Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, a inicjatywa narodziła się w środowisku osób wspierających rodziny dzieci leczonych w CZD.
Dzwon, ważący około trzech kilogramów, zawisł na terenie kliniki onkologii. Jego dźwięk miał symbolicznie oznajmiać, że dziecko zakończyło leczenie onkologiczne i rozpoczyna kolejny etap życia. Jako pierwsza uderzyła w niego pięcioletnia Amanda. W kolejnych latach podobne dzwony zaczęły pojawiać się w innych polskich ośrodkach onkologii dziecięcej. W 2018 roku Dzwon Zwycięzcy zawisł na dziecięcym oddziale onkologii Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. Antoniego Jurasza w Bydgoszczy. Jego dźwięk miał informować innych pacjentów, rodziny i personel, że kolejne dziecko zakończyło terapię.
Dziś podobne ceremonie odbywają się również w innych ośrodkach, m.in. w Białymstoku, Lublinie, Kielcach, Rzeszowie, Szczecinie, Gdańsku, Łodzi, Olsztynie, Poznaniu czy Wrocławiu, w którym dzieci po zakończeniu leczenia przechodzą przed uderzeniem w dzwon po symbolicznym czerwonym dywanie.
W ciągu kilku lat zwyczaj, który początkowo był w Polsce pojedynczą inicjatywą inspirowaną praktykami zagranicznych ośrodków, stał się rozpoznawalnym elementem dziecięcej onkologii w wielu miastach. Zakończenie etapu leczenia bywa częścią większej ceremonii: na korytarzu zbierają się inni pacjenci, ich rodzice, personel i wolontariusze, często dziecko podchodzi przy muzyce i oklaskach, a następnie uderza w dzwon.
Chociaż dzwony różnią się nazwami, różny bywa też przebieg ceremonii, łączy je podobna idea: zaznaczyć moment zakończenia ważnego etapu terapii i pozwolić dziecku, jego bliskim oraz zespołowi medycznemu wspólnie go przeżyć.
Kilka sekund, które zamykają miesiące lub lata leczenia
Otrzymanie diagnozy choroby onkologicznej oraz proces leczenia, zazwyczaj stawiają na głowie dotychczasowe życie nie tylko małego pacjenta i jego rodziców, ale także rodzeństwa, rodziny i przyjaciół, którzy na różne sposoby angażują się w udzielanie wsparcia.
Ogromy lęk o przyszłość, strach przed nieznaną szpitalną rzeczywistością i zawieszeniem „normalnego” życia, a potem także zmęczenie, ograniczenie prywatności, towarzyszenie dziecku przy nierzadko uciążliwych lub bolesnych zabiegach potrafią wydrenować nawet najsilniejsze psychicznie osoby.
Nic więc dziwnego, że tak wiele dzieci i rodziców zakończenie terapii lub wymagającego etapu leczenia przyjmuje z ogromną ulgą i radością, którymi chce podzielić się z całym światem albo przynajmniej bliskimi, personelem medycznym i przyjaciółmi poznanymi podczas długiego pobytu na oddziale.
Symboliczne uderzenie w dzwon często oznacza dla nich wyraźną granicę pomiędzy „leczeniem” a kolejnym etapem, w którym odzyskują poczucie sprawczości nad swoim życiem, oraz stanowi możliwość podsumowania długiego okresu hospitalizacji. Jednocześnie to doskonała okazja, aby świętować i pożegnać się z nie tylko z personelem, ale i innymi pacjentami, który towarzyszyli w tej trudnej drodze. Dla nich i ich rodziców dźwięk dzwonu może dodatkowo stanowić sygnał nadziei, że obecna terapia może mieć swój pozytywny koniec.
Dzwon może dawać nadzieję, ale nie dla każdego oznacza to samo
Zakończenie leczenia lub jego etapu może wiązać się jednocześnie z radością i poczuciem wolności, ale również niepewnością i lękiem o przyszłość. Powrót do dawnej codzienności i życia poza intensywnym kontaktem z zespołem onkologicznym może być psychologicznie złożony. Dla części pacjentów lub ich rodziców uderzenie w dzwon może być trudnym doświadczeniem.
Niektórzy mogą krępować się publicznej ceremonii albo w ogóle nie czuć potrzeby takiej formy świętowania. Inni mogą uważać, że tylko całkowite wyleczenie zasługuje na uczczenie. Część osób może chcieć opuścić szpital jak najszybciej i już nigdy do niego nie wrócić.
Nie ma określonej właściwej reakcji na Dzwon Zwycięstwa. To, co dla jednej rodziny może być wymarzonym momentem, dla innej stanie się uciążliwością. Dlatego ceremonia jest w pełni dobrowolna, a jej przebieg i grono uczestników mogą być ustalone indywidualnie.
Można wybrać także bardziej dyskretne formy podsumowania terapii, m.in. prywatne spotkanie z zespołem medycznym, wpis do księgi pacjentów albo spędzenie chwili wyłącznie z bliskimi. Zarówno publiczne świętowanie, jak i spokojne opuszczenie oddziału są równie ważnym sposobem zamknięcia etapu terapii.
Historia Emilki i Dzwonu Zwycięzcy
Jedną z osób, które zdecydowały się uderzyć w Dzwon Zwycięzcy, jest Emilka – pacjentka Oddziału Hematologii, Onkologii i Transplantologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie, u której w wieku 4,5 roku wykryto ostrą białaczkę limfoblastyczną typu B.
Po prawie rocznej terapii choroba uległa remisji, co rodzina świętowała podczas ceremonii, która odbyła się 7 kwietnia 2023 r. Dziewczynce towarzyszyli jej rodzice oraz przedstawiciele personelu szpitala i rodzice innych pacjentów.
O okolicznościach podjęcia decyzji, przygotowaniach, przebiegu wydarzenia i towarzyszących temu emocjach opowiedziała nam pani Marta, mama Emilki.
W jakich okolicznościach pierwszy raz usłyszała Pani o tradycji dzwonienia dzwonem?
O tej tradycji wiedziałam już dużo wcześniej, mniej więcej od 10 lat, kiedy leczyła się moja mama. Wtedy po raz pierwszy zetknęłam się z dzwonem dla pacjentów onkologicznych, ale nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś znajdę się w podobnej sytuacji z własnym dzieckiem.
Kiedy trafiłyśmy z Emilką na oddział, początkowo nie uczestniczyłyśmy w takich ceremoniach. Emilka nie chciała i ze względu na swój stan nie zawsze mogła, a ja sama nie byłam jeszcze gotowa emocjonalnie, żeby na nie wychodzić. Pierwszy raz poszłyśmy na bicie w Dzwon dopiero po około pół roku pobytu na oddziale.
Towarzyszyły temu trudne emocje. Pamiętam, że cieszyłam się razem z rodziną dziecka, które kończyło leczenie, ale jednocześnie pojawiała się myśl: „to już za nimi, im się udało, a my jeszcze tu jesteśmy”. Była w tym nadzieja, ale też obawa, czy my również doczekamy tego momentu.
Kto wyszedł z inicjatywą, aby Emilka zadzwoniła?
Emilka sama bardzo czekała na ten moment. Wiedziała, że uderzenie w Dzwon oznacza zakończenie długich pobytów w szpitalu i było dla niej ważnym punktem leczenia. W naszym przypadku świętowaliśmy zakończenie całości intensywnego leczenia – koniec wlewów chemioterapii.
Cieszymy się, że ceremonia się odbyła, bo wtedy oddział był remontowany, a Dzwon nie miał swojego miejsca na ścianie. Żeby Emilka mogła uderzyć, trzymała go w rękach pani Ewa, pielęgniarka oddziałowa.
Organizację całej ceremonii wzięłam na siebie. Każdy inaczej podchodzi do leczenia i każdy inaczej chce ten najtrudniejszy etap intensywnego leczenia zakończyć. Personel oddziału dawał nam w tym zakresie dużo swobody. Mieliśmy zgraną ekipę rodziców – zresztą do tej pory mamy wszyscy kontakt, więc razem organizowaliśmy takie wydarzenia.

Emilka gotowa do ceremonii i opuszczenia szpitala. Fot.: Archiwum prywatne pani Marty.
W jaki sposób przebiegła ceremonia?
Do ceremonii szykowałyśmy się od 6 rano – Emilka miała wybraną specjalną sukienkę oraz nowe „buty dla księżniczki”, mimo tego, że wszyscy myśleli, że ona i tak w nich nie pójdzie ze względu na duże problemy z chodzeniem i konieczność częstego poruszania się na wózku. A jednak tego dnia nastąpił przełom: córka wstała i przeszła sama do Dzwonu oraz do taty.
Zebrali się pacjenci, rodzice i personel. Z najbliższej rodziny mógł być z nami tylko tata Emilki; rodzeństwo, dziadkowie i pozostali bliscy nie uczestniczyli w ceremonii ze względu na zasady bezpieczeństwa i ryzyko przyniesienia infekcji na oddział. Po uderzeniu w Dzwon był tort, życzenia, podziękowania i pożegnanie z personelem, a później po prostu wyszłyśmy ze szpitala. Po dotarciu do domu świętowaliśmy w gronie rodziny.
Co dla Pani oraz Emilki oznaczało uderzenie w Dzwon Zwycięzcy?
Dla mnie przede wszystkim oznaczało, że wychodzimy ze szpitala i kończy się najtrudniejszy etap leczenia. Z jednej strony była ogromna radość, ale z drugiej duży lęk. Po 11 miesiącach spędzonych w dużej mierze na oddziale zarówno ja, jak i Emilka czułyśmy się tam bezpiecznie. Wiedziałam, że jeśli coś się wydarzy, personel natychmiast zareaguje. Powrót do domu oznaczał więc nie tylko ulgę, ale również konieczność odnalezienia się w nowej sytuacji.
Dla 5-letniej wtedy Emilki znaczenie dzwonu było początkowo bardzo proste: „biję w Dzwon, czyli jestem zdrowa i nie wracam już do szpitala”. Później, kiedy nadal zmagała się z powikłaniami dotyczącymi kości, pojawiło się rozczarowanie i pytanie: „po co biłam w Dzwon, jak jestem dalej chora?”. Tłumaczyłam jej wtedy, że dzwon nie oznacza końca wszystkich problemów zdrowotnych, tylko zamknięcie konkretnego etapu choroby i leczenia.
Dzwon oznacza koniec jednego etapu, nie całej historii
Uderzenia w dzwon trwają zaledwie kilkanaście sekund. Jednak dla dziecka i jego rodziny symbolizują one tygodnie lub miesiące leczenia, pobytów w szpitalu, badań i oczekiwania na wyniki. Jak potwierdza historia Emilki, dźwięk dzwonu nie mówi, że wszystko, co związane z chorobą, zostaje za nami. Oznacza, że udało się dojść do kolejnego ważnego punktu.

Emilka z rodzicami po uderzeniu w Dzwon. Fot.: Archiwum prywatne pani Marty.
Od początku choroby Emilki, pani Marta prowadzi na Facebooku fanpage poświęcony historii córki i jej leczeniu, na którym można zobaczyć m.in. film z przygotowań do ceremonii uderzenia w Dzwon Zwycięstwa.
Odwiedź Kucykową Krainę Emilki
Bibliografia:
- Williams PA, Hu J, Yang D, Cao S, Jennelle RL. The cancer bell: too much of a good thing? Int J Radiat Oncol Biol Phys. 2019;105(2):287-294. doi:10.1016/j.ijrobp.2019.06.012.
- Bridarolli A, Spiers J, Pituskin E. To ring or not to ring: an interpretive description of cancer patients and caregivers exiting treatment. Can Oncol Nurs J. 2020;30(4):287-292. doi:10.5737/23688076304287292.
- Rigby K, Ulman J, Probst H, Jacques L, Appleyard R. CommEmorating the Last Event: calling time on the end of treatment Bell following RAdioThErapy? The CELEBRATE study. Radiography (Lond). 2022;28(4):1001-1008. doi:10.1016/j.radi.2022.07.009.
- Malecki L. Redefining the bell: a celebratory ritual for cancer patients at Penn. Penn Medicine News; 2023 Feb 19.
- MD Anderson Cancer Center. History of the bell ceremony in cancer care. Houston: MD Anderson Cancer Center; 1996.
- The Clatterbridge Cancer Centre NHS Foundation Trust. From End of Treatment Bell to Milestone Bell. Clatterbridge: NHS Foundation Trust.
- Centrum Onkologii im. prof. Franciszka Łukaszczyka w Bydgoszczy. Dzwon Nadziei w Ambulatorium Chemioterapii. Bydgoszcz: CO Bydgoszcz; 2026.
- Klinika Onkologii i Hematologii Dziecięcej UMB. Dzwon Zwycięzcy zabrzmiał w Klinice Onkologii i Hematologii Dziecięcej UMB. Białystok: Uniwersytet Medyczny w Białymstoku; 2021.
- Uniwersytecki Szpital Kliniczny im. Fryderyka Chopina w Rzeszowie. Dzwon Życia zawisł w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym im. Fryderyka Chopina w Rzeszowie. Rzeszów: USK w Rzeszowie; 2024.
- National Cancer Institute. NCI dictionary of cancer terms: remission, complete remission. Bethesda (MD): National Institutes of Health.